Szybki dostęp

 

Nowy numer telefonu

 

 

Z inicjatywy pani pedagog – Monika Darmofał – Karanowskiej rozpoczęliśmy realizację projektu Amnesty International, którego celem jest edukacja w zakresie praw człowieka. To właśnie w jego ramach 26 października odbył się kiermasz ciast. Wolontariuszki AI wraz z przyjaciółmi (Gabriela Grabias, Weronika Żołędziowska, Patrycja Świdwa, Nina Tomasik, Barbara Kwiecień, Dominika Piotrowicz) zbierały fundusze na zakup materiałów biurowych i znaczków potrzebnych do organizacji Maratonu Pisania Listów. Na każdej przerwie parter zmieniał się w prawdziwą cukiernię, gdzie można było nabyć kilka rodzajów wypieków. Cieszyły one oko i kubki smakowe, a większość ciast rozeszła się w mgnieniu oka.

Dziękujemy wszystkim uczniom za nieocenioną pomoc i wsparcie, a w szczególności tym, którzy przygotowali te pyszności:

Izie Aronowskiej, Mai Rajkowskiej i Dominice Graczyk z klasy IA gimnazjum,
Martynie Borzuchowskiej z klasy IB gimnazjum,
Arturowi Owsiewskiemu z klasy IC gimnazjum,
Ali Wypyszczak i Weronice Burszcie z klasy ID gimnazjum,
Patrycji Petrych z klasy IIA gimnazjum,
Filipowi Grabowskiemu z klasy IIB gimnazjum,
Eli Kubińskiej z klasy IIC gimnazjum,
Weronice Hause i Julii Pierzchanowskiej z klasy ICD liceum.

Dzięki kiermaszowi ciast razem uzbieraliśmy ponad 329 złotych, które zostaną przekazane na zakup znaczków na listy. Kolejny kiermasz w przyszłą środę (2 listopada), kiedy będziemy kontynuować naszą zbiórkę. Serdecznie zapraszamy!!!

Weronika Żołędziowska

Jest to najbardziej znane na świecie wydarzenie angażujące tak dużą ilość osób w obronie praw człowieka. Wszystko zaczęło się właśnie w Polsce w 2001r. z inicjatywy aktywistów i aktywistek warszawskiej grupy lokalnej Amnesty. W następnych latach akcja ta rozpowszechniała się na inne kraje.

Celem Maratonu jest wysłanie jak największej ilości listów i innych apeli do odpowiednich władz we wskazanych krajach, tak by skierować ich uwagę na naruszenia praw człowieka. Wysyłamy także listy solidarnościowe do osób lub społeczności, których prawa człowieka są naruszane.

W Polsce 2015 roku napisaliśmy 270 235 listów. Nasz głos został usłyszany!

Jej wiersze piszą się same. Są prawdziwe. Są formą terapii. Tak o swojej twórczości mówi Kamila Stankiewicz, której spotkanie autorskie odbędzie się 27 października (czwartek) o godz. 18:00 w Powiatowym Domu Kultury „Czerwony Tulipan” w Kętrzynie przy ul. Pocztowej 13. Serdecznie zapraszamy na wieczór z żywą poezją.

Kamila Stankiewicz urodziła się 15 sierpnia 1978 roku w Reszlu. Wychowała się w Windzie i tam skończyła szkołę podstawową. Jak sama twierdzi pisze niemal od zawsze. Wiersze zawsze też były dla niej formą terapii….może dlatego w większości były smutne.

- A potem jak mi się życie poukładało (mąż, dzieci, praca…) byłam szczęśliwa i na długie lata niemal zupełnie przestałam pisać. Myślałam, że już nie potrafię... Aż któregoś dnia przeglądając je stwierdziłam, że ja przecież nie jestem takim smutasem i że może spróbować napisać coś... mniej smutnego…? Wtedy też pomyślałam o własnej stronie na FB i to był chyba dobry pomysł, bo znowu się rozpisałam i to bardzo – mówi o sobie Kamila Stankiewicz.
Poetka twierdzi, że jej wiersze piszą się same.

- Nie umiem rozłożyć tego procesu na czynniki pierwsze, wyjaśnić, opisać. Siadam i piszę. Nigdy nie spędzam długich godzin nad tekstem. Jak mam pustkę w głowie, to zostawiam to i wracam kiedyś. Pisać mogę wszędzie (najgorzej jak akurat nie mam na czym). Kuszące jest powiedzieć, że to tylko wiersze, tylko słowa, wytwór, z którym autor się nie utożsamia. Ale ja nie umiem pisać o czymś, co mnie w żaden sposób nie dotyczy, nie dotyka. Moje wiersze zawsze są prawdziwe. Ja zawsze w nich jestem, czasem tylko śladem, cieniem, wielokropkiem… - twierdzi poetka.

Chcesz spotkać się żywą poezją? Porozmawiać z poetką Kamilą Stankiewicz. Zapraszamy 27 października (czwartek) o godz. 18.00 do Powiatowego Domu Kultury „Czerwony Tulipan” w Kętrzynie przy ul. Pocztowej 13.

Ewa Brzostek/Radio Barcja

W środę 19 października 2016 klasy pierwsze gimnazjum wraz z wychowawcami odwiedziły Muzeum Mazurskie w Owczarni. Wszystko zapowiadało się wspaniale: plan, masa atrakcji, ciekawe opowieści, ognisko. I większość planu zrealizowaliśmy, a chociaż pogoda nie dopisała, bawiliśmy się wybornie. Po pierwsze: odwiedziny Muzeum Mazurskiego, które powstało z prywatnej inicjatywy pana Aleksandra Puszko w 1996 roku. Teraz wiemy już o wiele więcej o naszym regionie, jego mieszkańcach i historii. Bo czy wszyscy wiedzą, że… „o Mazurach, jako o ludności mieszkającej w południowej części byłych Prus Wschodnich, zaczęto mówić po 1815 roku, chociaż żadne szczególne przemiany w terenie i ludności nie zaszły. O Mazurach, jako o ludności w części północno-wschodniej Polski przestało się mówić po 1945 roku wraz z ewakuacją i przesiedleniami powojennymi. Po Mazurach została tylko nazwa regionu. To, co ludność mazurska pozostawiła przez ten czas w krajobrazie kulturowym naszego regionu stało się przyczyną powstania tego muzeum”. Dziś Mazury są bardzo atrakcyjne turystycznie, jako zespół wielkich jezior od Mamr po Śniardwy, jako Wilczy Szaniec, Święta Lipka, czy miasta Giżycko i Mikołajki. Znamy i poznajemy jeziora, lasy, miasta i wsie, ale nie znamy życia codziennego, problemów, jakimi zajmowali się ci ludzie, czym żyli i z czego żartowali.